jesteś na: Strona główna

Jeszcze o prawdziwych żołnierzach wyklętych – żołnierzach Wielkiej Wojny 1914-18, Polakach służących w carskich mundurach

2019-06-17

Tomasz Nowakowski, płk SG rez.

Zastrzeżenie o prawach autorskich: wykorzystanie możliwe z podaniem autora i źródła



 W ostatnim publikowanym materiale poruszyłem kwestię żołnierzy prawdziwie „wyklętych” przez historię, czyli zapomnianych przez wszystkich szeregowych żołnierzy – Polaków służących w armii rosyjskiej. Idąc tym śladem postanowiłem się przyjrzeć  materiałom rosyjskim dotyczącym strat poniesionych w dniu 15 września 1914 roku (2.09 wg kalendarza tzw. starego stylu), podczas wyjątkowo krwawego starcia, jakie miało wówczas miejsce na odcinku Orliska – Kępie Zaleszańskie – Zaleszany – Majdan Zbydniowski.  Całościowy opis tych walk (Bitwa Zaleszańska) czytelnik może znaleźć w wydanej właśnie przez Muzeum Regionalne w Stalowej Woli monumentalnej pracy  „Nekropolie Wielkiej Wojny nad Wisłą i Sanem”, której promocja odbędzie się w niedzielę 23.06. w siedzibie Muzeum o godz. 14.00., gdzie serdecznie zapraszam.

            Tu skupię się na rosyjskiej 37 Dywizji Piechoty, która siłami swej 2 Brygady zajmowała odcinek Kępie Zaleszańskie – Majdan Zbydniowski. Od zachodu począwszy  były to: 148 Kaspijski pp a następnie 147 Samarski pp. Na prawym skrzydle 148 Kaspijskiego pp znajdowały się już pododdziały 300 Zasławskiego pp, przejściowo podporządkowanego gen. por. A. Zajonczkowskiemu, dowódcy 37 DP.

            Wg danych rosyjskich w dniu 2 września (starego stylu) tj. 15 września 1914 r. największe straty poniósł 148 Kaspijski pp. Zameldowano bowiem o 20 poległych, 105 zaginionych, 234 rannych i 3 przypadkach zachorowań. Ponadto dwu żołnierzy zmarło tego dnia z ran odniesionych w  poprzednich dniach.

            Zastanawiająca jest wysoka liczba osób uznanych za zaginione, z pewnością część z nich trafiła do austro-węgierskiej niewoli. Strona austro-węgierska faktycznie odnotowała fakt poddania się w rejonie Kępia Zaleszańskiego jednego z pododdziałów rosyjskich, ale wspomina się o  kilkudziesięciu jeńcach. W takim razie można przyjąć, że spora ilość zaginionych w istocie zginęła wskutek ognia artyleryjskiego, stąd ich zwłok nie znaleziono lub nie zidentyfikowano. Strona austro-węgierska, organizując siłami krakowskiej 12 Dywizji Piechoty zwrot zaczepny pod Zaleszanami, dysponowała silnym wsparciem artyleryjskim i całkiem sporym zapasem amunicji. Ciekawe, że artylerzyści krakowskiej 12 Brygady Artylerii Polowej (c. i k. 1 pułk armat polowych i dyon artylerii haubic polowych), prowadząc przed południem intensywny ostrzał słabo rozpoznanych pozycji rosyjskich, byli przekonani o niskiej skuteczności swego ognia. Jednak jak widać z prezentowanych wyżej danych, musiał on zadać bolesne straty 148 Kaspijskiemu pp – z linii w ciągu paru godzin wypadło tego dnia łącznie 364 żołnierzy! W praktyce przekładało się to na załamanie siły ofensywnej rosyjskiego pułku.

            Znacznie lepiej sytuacja kształtowała się u jego sąsiadów: 147 Samarski pp stracił 8 zabitych, 4 zaginionych, 80 rannych, i 2 zmarłych z ran, co daje łączną stratę 94 ludzi. Tu wypada stwierdzić, że ogień artylerii austro-węgierskiej tylko sporadycznie kierowano w rejon Majdanu Zbydniowskiego, co zemściło się koło południa 15 września 1914 r. Nieosłabione  siły rosyjskie jakie się tu znajdowały, zdołały załamać pomyślnie rozwijające się natarcie galicyjskich pułków i tyrolskiego Landsturmu. Bezpośrednią przyczyną był skrzydłowy ogień, głównie karabinów maszynowych, rosyjskiego 147 pp.

            Jeszcze mniejsze straty poniósł zajmujący pozycje od strony Orlisk 300 Zasławski pp, tu 15 września 1914 r.  utracono 3 zabitych, 3 zmarłych z ran, 1 zaginionego i 50 rannych, choć w tym przypadku były to straty bardzo bolesne, bo poległo 2 oficerów (jeden z nich, sztabs-kapitan Wsiewołod Wasylewicz Nikitin, został już po bitwie pochowany w Sandomierzu). Trzeba bowiem pamiętać, że 300 pp był jednostką sformowaną całkowicie od podstaw dopiero po ogłoszeniu mobilizacji. W tego rodzaju pułkach utrata kadry oficerskiej rzutowała w o wiele większym stopniu na możliwości bojowe, niż miało to miejsce w przypadku jednostek istniejących w czasach pokoju.

            Kończąc te krótkie rozważania, wrócę do kwestii „prawdziwie wyklętych” żołnierzy Polaków w carskich mundurach. Wśród poległych ze 148 pp pod Zaleszanami znajdziemy takich dwu: Józefa Panchalskiego z gub. kieleckiej, pow. olkuski, gm. Cyjanowice, przysiółek Japutowo oraz Stanisława Adaszkowicza z egzotycznej już dziś wileńszczyzny, pow. dziśnieński, wieś Postawska. Obydwaj polegli 02/15/.09.1914, pod Zaleszanami i ostatecznie  spoczęli w jednym z bezimiennych grobów masowych na cmentarzu w Kępiu Zaleszańskim. O wiele więcej Polaków znajduje się na wykazach zaginionych i rannych, ale lista ta jest zbyt obszerna i wymagałaby odrębnego przedstawienia.

            Z kolei pośród poległych żołnierzy 147 pp nie ma wprawdzie Polaków, ale bez problemu odnajdujemy ich na wykazach zaginionych czy rannych. I tak szeregowi Franciszek Mączka i Feliks Leszniewski, obaj z gub. radomskiej, pow. opatowski, zostali wykazani jako zaginieni w dniu, 02/15/.09.1914, pod Majdanem Zbydniowskim. Fakt, że pochodzili z jednego rejonu, pozwala przypuścić, że być może specjalnie poddali się stojącym naprzeciwko żołnierzom – Polakom w austro-węgierskich mundurach. Listę rannych Polaków służących w 147 pp,  otwierają szeregowi Jakub Wiewiórski i Stanisław Wójcik, obaj z Radomia, ranni pod Dziurdziówką w dniu 02/15/.09.1914 i odesłani do szpitala polowego 37 Dywizji Piechoty, rozwiniętego wówczas w Radomyślu. Nie zabrakło również osób pochodzących z Wileńszczyzny, jak st. szeregowego Stanisława Nowogońskiego z Oszmian.

            Jakkolwiek temat został bardzo szczegółowo przebadany podczas prac nad monografią cmentarzy wojennych w widłach Sanu i Wisły, to siłą rzeczy skupialiśmy się na materiałach pochodzenia austro-węgierskiego. Ich wielka ilość ograniczała również możliwości badawcze jeśli chodzi o źródła rosyjskie – wszak całość prac wykonała grupa zapaleńców poświęcających swój wolny czas tej sprawie. Obecnie jednak możliwym staje się uzupełnienie list poległych również o żołnierzy rosyjskich. Taka możliwość na pewno istnieje w przypadku nekropolii rozwadowskiej, co do której podejmiemy starania, by znalazł się tam również wykaz poległych żołnierzy rosyjskich, spośród których spory odsetek stanowili Polacy.



 

Wspólny los wielu Polaków w latach Wielkiej Wojny: warszawiak Władysław Jaroszewski z Warszawy, wcielony wiosną 1914 r. do syberyjskiego Primorskiego Pułku Dragonów – pułku, który na front przybył dopiero w początkach 1915 r. Tak wyglądało umundurowanie zimowe kawalerii rosyjskiej – z wyjątkiem czapek - papach, używanych początkowo wyłącznie przez jednostki syberyjskie i kozackie.

 

Zdjęcie wykonane przez angielskiego korespondenta w październiku 1914 r. w Radomiu przedstawiające kompanię rosyjskiej piechoty oczekującej na rozkaz do wymarszu na jakiejś uliczce.

Zdjęcie brytyjskiego korespondenta wykonane w październiku 1914 r. w okopach rosyjskich na spokojnym odcinku frontu w Galicji. Zwraca uwagę niezwykle skromne wyposażenie piechurów.